co prawda nie mamy chwilowo żadnych dowodów w postaci zdjęć, ale udało nam sie dziś zainaugurować sezon zimowy. w ogrodzie śnieg po kostki, wicher za oknem szusa, ale nam to niestraszne - wyciągnęłyśmy z komórki pod schodami saneczki (pełna profeska, zapewniam - składane płozy, elegancko nawoskowane, niosły jak złoto) i w te pędy pognalyśmy na górkę koło domu.
pomimo faktu, ze z naszym przybyciem średnia wieku śniegowiczów podskoczyła o jakies 200%, z dumą ogłaszam, że najmłodsze wygi nie były w stanie nam podskoczyć. na to dowodów też nie ma, ale myślę, że jeśl puchu nie zabraknie, jutro dorzucę tu parę niezgorszych fotek...
jutro nowe wyzwanie - mount everest ursynowa czeka i szczerzy swe śnieżnobiałe kły... czy podołamy?
dowiecie się w następnym odcinku..